Prezent noworoczny od Polski dla służb specjalnych Rosji?

˲ 30.01.2018 0

Pomimo, iż za oknem mamy już rok 2018, 2017 nieprędko pójdzie w zapomnienie z powodu eskalacji stopnia napięcia stosunków polsko-ukraińskich, polsko-rosyjskich przekomarzań na temat katastrofy lotniczej w Smoleńsku, ciągłych perypetii między Polską a Unią Europejską, kolejnych „setek tysięcy uchodźców z Ukrainy do RP” w 2017 roku, których w sumie okaże się jedynie 56 osób, i innych takich rzeczy… Ależ tak! Przez to wszystko omal zapomnieliśmy wspomnieć o prezencie noworocznym od Polski dla służb specjalnych Rosji?!

W okresie noworoczno-bożonarodzeniowym wydarzyło się cos, co w czasie trwania wojny hybrydowej Rosji „ze wszystkim i ze wszystkimi” daje co najmniej do myślenia! Chodzi o to, że 28 grudnia 2017 roku Rada Ministrów RP ratyfikowała program współpracy „Polska-Rosja 2014-2020”. A w dniu następnym, 29 grudnia sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju Rzeczypospolitej Polskiej Jerzy Kwieciński w imieniu Rządu RP podpisał trzystronną umowę finansową między Komisją Europejską, Rzeczpospolitą Polską i Federacją Rosyjską, która wprowadza w życie wymieniony wyżej program współpracy „Polska – Rosja 2014-2020”.

Jak można wywnioskować z nazwy programu, terminy początku jego realizacji nieco się opóźniły. Ale dlaczego od 2018 polscy dygnitarze jednak rozpoczęli „współpracę z RF”? Dlaczego ponad rok od chwili otrzymania pozytywnej decyzji Komisji Europejskiej o możliwości realizacji tego programu (8 grudnia 2016 roku) urzędnicy polscy trzymali pióro podniesione nad miejscem dla podpisu? Czyżby, jak nam się wydaje, oczywiste zagrożenie infiltracją struktur rosyjskich w przygranicznych województwach RP, z dużą dawką prorosyjsko nastawionej ludności, nie były przestrogą dla władz polskich? Obiecane wielomilionowe inwestycje z funduszy europejskich, oceniane na 41,6 milionów euro, są ważnym argumentem. Ale czy rzeczywiście polskie władze mają absolutną pewność, że polskie ABW potrafi wytropić wszystkich rosyjskich emisariuszy, którzy pod przykryciem realizacji rosyjsko-polskich projektów różnego rodzaju przedostaną się do polskiego społeczeństwa i polityki?

Chce się wierzyć w to, że polskie Ministerstwo Rozwoju i jego zarząd, które od chwili wejścia w życie umowy otrzymały rolę „instytucji kierującej Programem”, będzie miało kuratorów z ramienia polskich służb specjalnych, którzy będą pomagać na wyższym poziomie przeciwstawiać się rosyjskiemu „włażeniu bez mydła w duszę”.

Drugą kwestią jest to, czy uda się to zrobić na poziomie lokalnym, bo przecież dopiero kilka miesięcy temu politycy polscy jeden przez drugiego komentowali likwidację, czy bardziej prawidłowo będzie powiedzieć – obniżenie statusu 10 z 15 oddziałów wojewódzkich głównych polskich służb specjalnych we wrześniu 2017 roku. Prorządowi urzędnicy polscy przekonywali, że ABW jest pozbawiane pełnomocnictw policyjnych by przekształcić się w „klasyczny kontrwywiad”, natomiast politycy opozycyjni twierdzili, że likwidacja pododdziałów ABW to przygotowanie się do czystek kadrowych w służbach specjalnych.

Nie nam oceniać, czy te poczynienia władz polskich są słuszne w epoce zagrożeń hybrydowych, ale kolokwialnie mówiąc, decyzja o „zniżenie statusu” pododdziału ABW w stolicy województwa warmińsko-mazurskiego, które jest jednym z uczestników programu „Polska-Rosja 2014-2020”, wygląda na co najmniej sprzeczną. Ponieważ w województwie, bezpośrednio graniczącym z obwodem kaliningradzkim FR, w mieście Elbląg od kwietnia 2017 roku stacjonuje Wielonarodowa Dywizja Północ-Wschód, która powinna koordynować działalność wielonarodowych batalionów NATO na flance wschodniej, a na bazie wojskowej w mieście Orzysz stacjonuje około 800 amerykańskich żołnierzy w ramach batalionowej grupy bojowej NATO. W sąsiednim województwie pomorskim, dokąd w ramach wspomnianego wyżej programu polsko-rosyjskiej współpracy również mają przybyć emisariusze rosyjscy, we wsi Redzikowo od maja 2016 roku wznoszony jest element tzw. „tarczy antyrakietowej” – baza obrony powietrznej USA, która w 2018 roku ma być oddana do eksploatacji.

I tu nie trzeba być specjalistą, by zrozumieć, jak „soczystymi kawałkami” dla wywiadu rosyjskiego są te wszystkie obiekty NATO i USA.

Oficjalnie głównym celem programu „Polska-Rosja 2014-2020” jest wsparcie współpracy transgranicznej w sferach społecznej, gospodarczej, instytucjonalnej oraz ochrony środowiska naturalnego. Natomiast w każdym z projektów beneficjentami muszą występować co najmniej jeden przedstawiciel od strony Rosji i jeden od strony Polski. Budżet łączny Programu przywiduje 62 298 477 Euro, w tym z zasobów Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego 20 652 617 Euro, Europejskiego Instrumentu Sąsiedztwa i Partnerstwa 20 993 243 Euro oraz z wkładu do Programu Federacji Rosyjskiej 20 652 617 Euro.

Program przewiduje 4 priorytety, które odzwierciedlają wybrane tematyczne cele programu:

  • współpraca w dziedzinie zachowania i rozwoju transgranicznego dziedzictwa historycznego, naturalnego i kulturowego;
  • współpraca w dziedzinie czystego środowiska w przestrzeni transgranicznej;
  • otwarte regiony i stały transgraniczny transport i łączność;
  • wspólne działania na rzecz podniesienia efektywności i bezpieczeństwa na granicach.

Cele i priorytety są szlachetne, ale czy politycy polscy na czwartym roku niezapowiedzianej wojny Rosji z Ukrainą nie wiedzą, jak się wydaje, rzeczy oczywistych?

Przecież od dawna nie jest tajemnicą, jakie właściwie działania prowadzi Rosja w państwach sąsiedzkich na rzecz wygodnego dla własnej propagandy „rozwoju historycznego, naturalnego i kulturowego dziedzictwa”! A hipotetyczne założenie, że Federacja Rosyjska – która podstępnie aneksowała Krym, w tymże 2014 roku spoza granicy ostrzeliwała „Gradami” terytorium ukraińskie, naruszyła zasady prawa międzynarodowego o całości terytorialnej państw i nienaruszalności granic – będzie prowadziła „wspólne działania na rzecz podniesienia efektywności i bezpieczeństwa na granicach”, wywołuje jedynie sarkastyczny uśmiech.

Przecież polscy sąsiedzi i koledzy w NATO – Litwini – starają się na wszelkie dostępne sposoby zwracać uwagę światowej wspólnoty na to, że „Rosja wzmacnia napięcie w regionie morza Bałtyckiego przenosząc kompleks rakietowy „Iskander” do obwodu kaliningradzkiego. I bezsprzecznie, takie działania Rosji wywołują zaniepokojenie, a to oznacza nagromadzenie pewnego napięcia w regionie, mocy wojskowej”. Niemcy również nie ukrywają zasadnego zaniepokojenia o bezpieczeństwo regionu bałtyckiego i podjęły decyzję o tym, że „żołnierze niemieccy, stojący na czele międzynarodowego batalionu sojuszniczego stacjonującego na Litwie, pozostaną w tym kraju dopóty, dopóki sytuacja nie stanie się bezpieczniejsza”.

Przyjemnie jest zaznaczyć fakt, że w polskim środowisku ekspertów faktycznie natychmiast zauważono ryzyko, które pociąga zbliżenie rosyjsko-polskie, tym bardziej, że jest ono finansowane z funduszy europejskich, które swoją drogą poprzez wnioski do budżetu UE napełnia również Polska.

Wśród innych, znany polski politolog, historyk i publicysta dr Jerzy Targalski w rozległym wywiadzie dla wydawnictwa Fronda.pl przekonuje, że „rządowe umowy z Rosją są dla Polski zagrożeniem”.

Jerzy Targalski: PAP / Andrzej Rybczyński

„To oznacza tyle, że mamy sfinansowane działalności rosyjskiej V kolumny w kluczowych województwach: podlaskim, które graniczy z Białorusią łukaszenkowską, gdzie jest mniejszość białoruska, warmińsko-mazurskim i pomorskim, gdzie jest mniejszość ukraińska – czyli wszystkie trzy województwa, które są narażone na agresję ze strony Kaliningradu, gdzie Rosja buduje swoją V kolumnę, i gdzie święci tryumf przyjaźń polsko-rosyjska. Przyznane pieniądze mają służyć – między innymi – „do promocji kultury lokalnej z zachowaniem miejsca historycznego” – to znaczy, że będzie promowana współpraca między lokalnymi towarzystwami polskimi, obsadzonymi przez prorosyjskie PSL i czerwoną nomenklaturę z podobnymi towarzystwami w Kaliningradzie, obsadzonymi przez oficerów SWR-u i FSB” – twierdzi polski politolog.

Również Jerzy Targalski oświadcza, że Rząd polski wydaje fundusze na to, by „za polskie i unijne pieniądze Rosjanie otrzymali ogromne możliwości infiltracji tego regionu, gdzie są bazy NATO” i podsumowując zagrożenia dla Polski ze strony zbliżenia polsko-rosyjskiego akcentuje, że w epoce wojny hybrydowej klasyczna wojna w Polsce teraz Rosji nie jest potrzebna, ponieważ Polacy „sami sobie hodują V kolumnę”. A uwzględniając to, że wkład finansowy FR do wymienionego wyżej programu jest faktycznie dwa razy mniejszy od funduszy europejskich, ironizuje: „bo niby dlaczego Rosja ma prowadzić ekspansję na własny koszt? Niech płacą ci, którzy będą ofiarami.”

Dr Jerzy Targalski nienadaremnie wymienił przedstawicieli PSL jako ideowych inspiratorów stowarzyszeń polsko-rosyjskich działających w wymienionych województwach przy północno-wschodniej granicy Polski. W tym kontekście przypomnijmy, że właśnie przedstawiciele tej partii w październiku 2017 roku wnieśli do Sejmu RP antyukraiński i tak korzystny dla Rosji projekt ustawy, która zabrania propagandę ideologii OUN-UPA w Polsce.

I jak już wiemy 26 stycznia Sejm RP  uchwalił ustawę zakazującą propagowania banderyzmu. Czyn ten zagrożony będzie karą grzywny bądź pozbawienie wolności do lat 3.

Wówczas lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zaproponował ustanowić 11 lipca „Dniem pamięci o Polakach – ofiarach ludobójstwa popełnionego przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej” i nawet oświadczył, że „upamiętnienie na poziomie państwowym ofiar rzezi wołyńskiej będzie miało „pozytywny” wpływ na poprawienie relacji polsko-ukraińskich”.

Państwo zapytają, co ma jednak wspólnego PSL z programem transgranicznej współpracy „Polska-Rosja 2014-2020”?

Odpowiemy na podstawie faktów i dziwnych zbiegów okoliczności z niedawnej przeszłości.

Otóż właśnie przedstawiciele tej prorosyjskiej polskiej siły politycznej w listopadzie 2014 roku (w czasie nasilenia aktywnych działań wojennych rosyjskich terrorystów na wschodzie Ukrainy) niespodziewanie wygrali wybory do samorządów lokalnych właśnie w… województwie warmińsko-mazurskim, otrzymując szokujące dla wszystkich polskich politologów, a nawet dla siebie samych 37,09% głosów wyborczych. Przypomnijmy, że mowa o jedynym polskim województwie mającym lądowy odcinek granicy z Federacją Rosyjską, ściślej – jej enklawą obwodem kaliningradzkim.

Ze względu na tak szokujące wyniki wyborów nie dziwi, że w grudniu 2014 roku marszałkiem województwa warmińsko-mazurskiego zostaje właśnie przedstawiciel PSL Gustaw Marek Brzezin. Przy dość interesującym zbiegu okoliczności przedstawiciel tej partii zwolenników Rosji i pogromców OUN-UPA Witold Wróblewski 5 grudnia 2014 roku staje na czele miasta Elbląg (jedyny prezydent miasta od tej siły politycznej w województwie warmińsko-mazurskim). W tym właśnie mieście, gdzie kilka lat później ma się pojawić kwatera Wielonarodowej Dywizji NATO Północ – Wschód.

Wydaje się być dość oczywistym, że pod protekcją głowy województwa i prezydenta miasta od prorosyjskiej partii opozycyjnej emisariuszom rosyjskim pod przykryciem programu „Polska-Rosja 2014-2020” będzie o wiele łatwiej zastawiać sieci szpiegowskie w pobliżu wojennego obiektu NATO.

Być może przesadzamy, być może hiperbolizujemy, ale znając potencjał rosyjskich służb specjalnych w nasadzaniu idei rosyjskich poza granicami Rosji, ich „patologiczną miłość” do wtrącania się w procesy wyborcze, nie tylko sąsiadów, ale również geopolitycznych oponentów za oceanem, chcemy zakończyć ten materiał nieskończonym retrospektywnym pasmem wydarzeń i przypuszczeń, które naszym zdaniem miały by skłonić odpowiednich polskich ekspertów i urzędników przynajmniej do rozmyślań.

Rok 2014… W lutym pojawiają się „zielone ludziki” na terytorium Ukrainy na Krymie i FR go anektuje. Od kwietnia grupy terrorystów pod dowództwem Girkinych, Bezlerów i innych profesjonalnych wojskowych terrorystów dają „start” otwartej agresji zbrojnej Rosji przeciw Ukrainie, z dalszym wtargnięciem na Ukrainę dziesiątków tysięcy rosyjskich żołnierzy i setek jednostek wojennej techniki. W Polsce aktywizują się szowinistyczne i skrajnie radykalne organizacje, które za pieniądze Rosji zaczynają aktywną działalność skierowaną na pogorszenie relacji polsko-ukraińskich. W listopadzie w czasie wyborów samorządowych w jedynym graniczącym z Rosją województwie absolutnie niespodziewanie zwyciężają przedstawiciele prorosyjskiej siły politycznej – PSL.

Zatrzymajmy się szczególnie na północno-wschodnich województwach Polski. Przecież na następne trzy lata od grudnia 2014 do grudnia 2017 w tym regionie wydarzy się sporo interesujących i niejednoznacznych faktów. Będzie „gra mięśniami” ze strony FR z przerzucaniem kompleksów rakietowych „Iskander” do obwodu kaliningradzkiego i rozlokowanie baz NATO i USA na terytorium Polski i Litwy. Będą histeryzujące oświadczenia FR o tym, że takie działania USA i NATO „negatywnie działają na stabilność strategiczną, podkopują zaufanie i są sprzeczne z podstawowymi zasadami stosunków międzynarodowych, jednym z których jest niedopuszczanie umocnienia własnego bezpieczeństwa kosztem bezpieczeństwa innych”.

Będzie też odwołanie przez rząd polski w lipcu 2016 roku małego ruchu granicznego z FR, i dalsze nie mające powodzenia próby radnych od partii PSL zmusić rząd polski wznowić ten reżym w 2017, które za tradycją rosyjską podawane były jako „głos narodu”, ponieważ wymogi te polska radna Urszula Pasławska przedstawiała „w imieniu mieszkańców województwa warmińsko-mazurskiego”, a nawet zaakcentowała, że bodajże „przyszłe mistrzostwa świata w piłce nożnej są dobrym momentem dla wznowienia cywilizowanych relacji handlowych z Rosją”.

Natomiast w październiku 2017 roku słowa polskiego ministra spraw wewnętrznych Jakuba Skiby o tym, że w tym regionie „w ostatnich latach polskie służby notują częste zjawiska negatywne, na przykład, zwiększającą się militaryzację w obwodzie kaliningradzkim i aktywność służb specjalnych i struktur siłowych FR oraz inne działania o charakterze hybrydowym, związane z wywiadem, cyberatakami, prowokacjami i presją ekonomiczną”, zdawało by się nie pozostawiają wątpliwości co do stanowiska Polski wobec wpływu rosyjskiego na ten region.

A dalej, naszym zdaniem, ponownie nie mniej niespodziewanie, niż „cudowne” zwycięstwo PSL w wyborach samorządowych 2014 roku w województwie warmińsko-mazurskim, przytrafi się „dar noworoczny” rosyjskim służbom specjalnym od Ministerstwa Rozwoju RP. Polscy urzędnicy faktycznie oficjalnie wpuszczają emisariuszy rosyjskich na terytorium województw polskich stanowiących dla rosyjskich organów specjalnych niewątpliwie zainteresowanie, bo przecież tu są i korzystne mniejszości narodowe, i bazy NATO, i obiekty wojenne USA…

Zakończmy słowami wspomnianego wyżej dra Jerzego Targalskiego, który komentując podpisanie 29 grudnia 2017 roku programu współpracy transgranicznej „Polska-Rosja 2014-2020” ironicznie zauważył, że ciekaw jest, „kto personalnie w ministerstwie rozwoju wpadł na ten genialny pomysł. Order Lenina niemiedlenno”.

J. Kmit`, I. Konopenko
Agencja Informacyjna „Zachodni Front Informacyjny”
tłumaczenie tekstu  Alina Wozijan 

" ?"

 zdjęcie ilustracyjne www.se.pl

 

³

.

³

Copyright 2017 by ZahidFront. Powered by BDS-studio.com